Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 lipca 2018

Moja szafeczka kuchenna

No i stało się mam koronę........zamontowaną.....znaczy się moja witrynka w kuchni😀. Swoje oczywiście musiała odleżeć bo jakżeby inaczej. Póki co jest jedynie wyszorowana, dąb w patynie, naturalnej, wieloletniej. Być może należałoby przemalować ale ja się tak cieszę, że jest już na "swoim" miejscu..... nic na razie nie będę robić




 Dla przypomnienia kieeeedyś tak wyglądała:)



                                                                        :) pozdrawiam cieplutko

poniedziałek, 30 stycznia 2017

Gdyby wiedzieli

do czego mi posłużą stare drewniane elementy i kafel piecowy jakie udaje się od czasu do czasu zakupić z pewnością łapali by się za głowę:). Moja zabudowa zmywarki i szafka pod zlew no niby typowa ale czy na pewno?



Zmywarkę zdradza panel. Póki co nic nie wymyśliłam aby był ....... powiedzmy miej widoczny. Szczerze powiedziawszy jak na razie nie przeszkadza mi....... pewnie dlatego, że nowe pomysły w realizacji:)





Za wyjątkiem kopert wszystkie elementy ze staroci. Pod zlewem szuflada, głównie na detergenty. Cokół od zmywarki to końcówka listwy przypodłogowej tej samej co przy lodówce.

Do kafelek dodaliśmy listwy. Chyba właśnie tego brakowało jako wykończenia. Pomalowane na kolor najładniejszy, mój  - zielony z przetarciami. Listwa przyblatowa też docięta.


Tu ciut bliżej wyszły kafelki więc uzupełnienie jak najbardziej zasadne.









Półka jaka trafiła w moje ręce. Nie była co prawda dla mnie, ja miałam tylko ją odnowić. Na moje szczęście w docelowe miejsce nie wpasowała się gabarytowo więc została u mnie. Nie ubolewam nad tym.


Tutaj też nastąpiła zmiana, mam na myśli toczony element między blatem a górą kredensu.. Kwadratowy kawałek drewna został zastąpiony toczonym elementem jaki zresztą posiadałam w swoich "zbiorach". Szukając zupełnie przypadkiem czegoś innego wpadł mi w ręce. Najważniejsze wiedzieć, co się ma prawda? I teraz tak może zostać, całkiem dobrze to wygląda w każdym bądź razie nie bije po oczach.



Po blisko roku z czystym sumieniem  mogę powiedzieć, że kuchnia skończona. Z efektu jestem bardzo zadowolona. Każdy kto jest u nas podkreśla, że jest taka "moja" chociaż nie każdy by na takie szaleństwo się zgodził. Co prawda okap nadal nie ruszony i stanowczo nie pasuje. Coś z nim jeszcze wykombinuje. Gdybym już wymyśliła jak mam zamontować wszytko razem aby mi na łepetynę nie runęło pewnie już byłby zrobiony. 


        Nie mam czasu o tym teraz myśleć tylko dlatego, że wymyśliłam sobie drewniane oczywiście stare drzwi. Nie wiem jak to zrobiłam ale na demontaż naszych drzwi i ościeżnic mój M się zgodził. Daje głowę gdyby wiedział co Go czeka kazałby mi się mocno w głowę puknąć. Tym sposobem blisko miesiąc oprócz drzwi wejściowych i do piwnicy nie posiadaliśmy tj zamontowanych nie posiadaliśmy żadnych. Na dzień dzisiejszy 4 ościeżnice są już oczyszczone i zamontowane. 3 drzwi też już oczyściłam ze starej olejnicy. Pozostaje wyszlifować. I taki też miałam plan na ten tydzień spokojnie wyszlifować drzwi i opaski z koroną do nich. I pewnie bym to zrobiła gdyby nie grypa. 

A tak chciałam do urodzin już mieć zrobione....Cóż tak to bywa, w końcu nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem

Ślicznie dziękuje za wszystkie odwiedziny i komentarze 
                                                                       pozdrawiam serdecznie
                                                                                        Ala

PS. 
Haniu jesteś Aniołem ale Ty o tym już wiesz:)
PS  nr 2
Poproszę o trzymanie kciuków za moje drzwi a może bardziej za mnie abym dała radę.


poniedziałek, 10 października 2016

Lodówka jak szafa chlebowa ?????

Może ...... choć troszeczkę ......
W każdym razie taki był plan ..... oczywiście mój. Tylko ja mam w tym domu takie pomysły nie wiadomo skąd :)
Efekt moich pomysłów jak na załączonym zdjęciu









Pozostawiona zabudowa ze starej kuchni tak wygladała. Czyli szafka ze zwykłej płyty meblowej, powiedzmy sobie szczerze bez szaleństwa. Dodaliśmy drewniane olistwowanie .........ze starych karniszy. Wyrzucali przy remoncie grzech było nie zabrać - oczywiście po aprobacie właściciela, samowolki i złodziejstwa nie popieram. Do tego korona z szafki - górki, która stoi z prawej strony zabudowy przyszłego (niestety nadal) piekarnika. Kwestia frontu to kolejna bajka. Znaleźć stolarza, który wykona od ręki no może w ciągu dwóch czy trzech tygodni graniczy z cudem. Więc jak ja mam czekać w nieskończoność i nie wiadomo czy dostane jak chcę to wolałam poczekać na mojego osobistego M. Świetna robota, zakupiliśmy tylko dechy, środek czyli cienka sklejka z odzysku, a do tego zawias meblowy listwowy. Nie byłabym sobą gdybym nie dodała czegoś :) Dwa wywietrzniki od szafy chlebowej zupełnie przerdzewiałe kupione na allegro dawno temu. Mam jeszcze jeden i zastanawiam się czy pod tym dużym u góry nie dodać kolejnego ... przekombinuję? Do tego uchwyt, również kupiony na allegro, jest po prostu boski - cały drewniany. 

Kuchnia nadal się kończy, chociaż ostatnio prace nabrały tempa, ku mojej ogromnej radości. W międzyczasie zrealizowałam pewien projekt o którym napiszę za ... aby nie popsuć niespodzianki :) Powiem tylko, że jestem zadowolona. Malowałam farbami renesans - pięknym kolorem. Reszta ciut później.

Za to szafką, a w zasadzie kolejną półka mogę się pochwalić, skończona.
Wyglądała ni mniej ni więcej tak



Taką przytachałam do domu. Brakowało szufladek. Generalnie nie było tak źle. Po szlifowaniu i dorobieniu brakujących szufladek już całkiem fajnie


A po wykończeniu






Bardzo dziękuje za wszytkie ciepłe słowa pod poprzedniki postami.
pozdrawiam serdecznie
Ala

piątek, 29 lipca 2016

Zieleń

Mój ulubiony kolor. Dlaczego nie miałoby go być również w kuchni. W sumie to właśnie ja w niej najwięcej czasu spędzam no i w zasadzie to TYLKO moje królestwo. Dlatego też pojawił się kredens, który mój Tata wypatrzył na działce i uratował, wzywając posiłki czyli córkę (czytaj mnie), mańaczkę takich skarbów przed spalaniem.
Kredens wyglądał tak:



Dół nadal stoi i czeka na swoją kolejkę. Góra za to wpasowała się w kuchnię, no może nie od razu ;) Kolor jakoś wyszedł mi z mojego mieszania trochę inny niż półka na kubki. No i nie było rady, jak tylko przeszlifować i pomalować raz jeszcze.
 


Ten mi tu bardziej pasuje.

 


 

Okucia to ewidentnie mój problem. Musze być na 300% pewna, że te które mam to te. Szafka nie miała żadnych, ale za to u mnie już leżały kiedyś zakupione.  Póki co mnie nie denerwują więc chyba zostaną.


Z uwagi na to, że szybki te duże nie potłukły się, a należy dodać że siatka strasznie za mną chodziła to ją zamontowaliśmy w miejscu górnych szybek - wytłuczonych. Na siatce zasiadły motyle, które przyleciały od Olgi .


Nie można było nie wtrynić szyldu


No i w końcu mogłam postawić kuraka :)


W sumie to "tylko" dorobiliśmy półeczkę, bo mi jakoś czegoś brakowało, a z drugiej strony to muszę gdzieś te moje pierdołki poustawiać.




Pod górą kredensu stoi kolejna góra innego. Jest tak duża, że nie było jak powiesić ją w mojej kuchni. Dorobiliśmy nogi, dostała blat i robi za komodę. Okuć nie ma bo nie było a ja nadal myślę jakie?


Do kuchni trafiły pojemniki kupione na ryneczku i SH.




No i takie malutkie filiżanki do cynowych uchwytów - nawiasem mówiąc, których jeszcze nie posiadam. Mówiły do mnie nie martw się znajdziesz :))) ...... kiedyś. Piękny wzór w liście czegoś nie ważne czego po prostu są ślicznie.


Roleta uszyta, działa, mało tego jest nawet używana przez domowników.



W dolnej łazience ramki dostały nowe motywy.






A szafa w sypialni trafioną na rynku porcelanową zawieszkę medalion.


Skleciłam również świeczniki.



Klecę następne bo przecież "nadmiar zupełnie nie szkodliwy" - tak kiedyś, gdzieś wyczytałam ;)
                                                                                                              pozdrawiam serdecznie
                                                                                                                              Ala

środa, 22 czerwca 2016

Kafle nadal, ale ogród ważniejszy

Marzyła mi się zabudowa piekarnika przypominająca piec kaflowy. Taka mała fanaberia :))) Co prawda mój piekarnik nie bardzo się do tego nadawał, ale ........ już go nie ma. Problem rozwiązany. Powstał drugi, taki jaki będzie pasował. Obudowa w każdym bądź razie zrobiona. Szło jak po grudzie, każda warstwa musiała dobrze wyschnąć, aby móc położyć kolejną. Kafle piecowe zakupiłam na olx od przesympatycznej Pani Joasi. Kolor kafli idealnie - w mojej ocenie - wpasował się w klimat kuchni. Brakuje piekarnika, myślę intensywnie jaki? Na pewno retro ale czarny czy biały tzn. raczej ecru, na biały to mi nie wygląda.

Zabudowa jeszcze z piekarnikiem miała się następująco


Oprócz zakupionych kafli wykorzystaliśmy jako cokół wcześniej pokazywane kafle uprzątnięte swego czasu z przed sklepu. Chciałabym jeszcze reling - nawet mam ale nie pamiętam gdzie upchałam mocowania...... Przypomina piec? Mam nadzieję, że owszem.
W trakcie budowy:



Takie pobojowisko, że szkoda gadać. I jak tu mieszkać ? :)))
Daliśmy radę .........

Cała reszta prac domowych czeka........na jesień. W tej chwili ogród jest priorytetem - jak ja nie lubię tego słowa. Pracy jest mnóstwo. Tak wygląda efekt cięcia


Generalnie praktycznie wszystko co kwalifikowało się do cięcia jest już przycięte. W sumie to zaczynam drugą turę. Lenistwo jednak nie popłaca, nie CHCIAŁO mi się wyciągać drabiny i jest efekt. Szmaragda ciachałam przed domem. Może z dwa metry wysokości ma. W sumie to mi tylko ciut brakowało aby dojść do samego wierzchołka z tym cięciem. Taborecik ogrodowy wystarczył........by gdyby się nie połamał pode mną..... Leżałam jak długa na kamieniach między iglakami. Czuję do dzisiaj....... Cóż gdyby głupota miała skrzydła, a na lenistwo lekarstwo byłoby.......
Ale to ku przestrodze !
Wracając do ogrodu, my w sumie siedzimy w nim całe lato. W tym roku wyjątkowo dużo.....może dlatego, że M ma swój warzywniak ;).
Zapraszam na spacer po nim

Lilie po prostu uwielbiam.


Kwitną po kolei



Akant ma rekordową liczbę kwiatów, chyba zasługa nawozu


Clematisy u mnie nie bardzo rosną z małym wyjątkiem
 

i drugi wyjątek


Różne tawuły, jedne cięte inne nie koniecznie ale chyba lepiej ciąć.






Wszystko co ma ciemne liście to jak najbardziej coś w moim stylu i coś co uwielbiam. Klon cięty BARDZO mocno. Może późno zaczęłam, ale po malutku dochodzę to tego co chciałabym osiągnąć. Ten fragment tak już, już zaczyna być, wyglądać jak bym sobie życzyła....wersja na dzisiaj :)))

 
Miniaturowe parzydło, berberys też malutki ... powinien być u mnie jakoś tak większy. A w tle miłorząb.


Miłorząb kocham za  te cudowne liście.



I panosząca się tojeść, wlezie wszędzie





Macie wiązówkę? Nie? Polecam, ma tak piękne, delikatne kwiaty. Nie można przejść kolo nich obojętnie. Szkoda, że nie mam jak Wam przekazać tej delikatności.


 A tu wiąz, super mocno przycięty. Naprawiane, to co nie było zrobione po wsadzeniu tj. brak cięcia. W sumie można nic nie robić ale jeśli chce się "panować" nad roślinami no może tak trochę to cięcie obowiązkowe. Zacieniało wszytko dookoła, łącznie z sobą przez co tracił liście. Zaczynał wyglądać nieciekawie. I na dodatek leniwiec się zrobił, kładł na wszytko dookoła. Męska decyzja TNIJ. Ja nie M, takie grube konary to bym chyba do następnej wiosny cięła.  Mnie zaskoczyło jak drzewo sobie radzi, rewelacyjnie


Gdyby Ktoś miał wątpliwości, absolutnie nie żałuje decyzji.

Zadomowione kamyczki - koloski.


Róże, jakoś nie miałam do nich ostatnio serca. Nie rosły, ulubiona wymarzła. Musiałam sobie sama dać kopniaka ..... W tym roku postanowienie biorę się ostro za te co zostały. W zasadzie wystarczył nawóz. Nie jakiś specjalny. Używam florowit do kwitnących i podlewam nim wszystkie byliny, które sobie nie bardzo radzą lub te, które po prostu tego potrzebują, aby sobie u mnie poradzić. Efekt mnie zaskoczył. Róża, którą mam od samego początku tj. 13 lat tyle kwiatów ile ma w tej chwili nie miała nigdy.


I kolejna po przesadzeniu w końcu kwitnie na potęgę.


Nie wiem czy przypadek czy zbieg okoliczności, ale udało mi się zakupić róże taką jaka mi jakiś czas temu zmarzła. Miała jeden kwiat reszta pączki. Tak się cieszyłam, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
Za tą nie przepadałam, kolor stanowczo nie mój. Co roku udowadniała mi, powtarzającym kwitnieniem, że warta jest zachodu. Rośnie w silnej komitywie ze świecznicą i muszę przyznać, ładnie wyglądają razem. Świecznica przestaje kwitnąć a zaczyna zawilec.


Liście zawilca są zjawiskowe.


A koło nich hortensja dębolistna. Coś mi ostatnio choruje, co nie przeszkada jej w kwitnięciu.




A propos świecznicy jest i taka w moich kolorach


Dużo wolniej rośnie,  aniżeli ta z zielonymi liśćmi ale jest cudowna.

Leczę się z hortensji ogrodowej. Czy z takiego duetu można się wyleczyć? Funkia to mój nowy nabytek, wspominałam, te uszy nie powiem jakie


Paprocie lubicie? Nie rozłazi się po ogrodzie, bo ja tego nie lubię i nie koniecznie wygląda jak paproć.


A bluszcze?


A berberys?


:))) i żylistek, za chwilkę już po kwiatach.

 
A tu postawiłam buciki kupione swego czasu na ryneczku :))) Lawenda kwitnie na potęgę, a bratki to samosiejki z ubiegłorocznych donic.


Fajne te szyszki, prawda?


Trochę poleciałam ? ;))))

pozdrawiam ogrodowo