Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft. Pokaż wszystkie posty

piątek, 1 kwietnia 2016

porcelanka

Co prawda skończyłam wyszywać już w ubiegłym roku, ale nie spieszyło mi się z oprawieniem. Czekała na remont kuchni. A że trwa...... i mam nadzieję, że już bliżej końca niż początku to przeglądam wszystkie nazbierane rzeczy, bo tu już ten czas. Skończona porcelanka poszła do oprawy. Nie jest oprawiona po mojemu..... za późno zauważyłam pomyłkę. Passe-partout poprawili, ale to, że jest za duża rama zauważyłam jak powiesiliśmy na ścianę. Taki problem to nie problem, kiedyś poprawię :)))) W opisie były nici dmc u nas ich nie ma więc zakupiłam zamienniki. Bałam się kupić kolory, które widzę tylko na monitorze komputera. Ten z lewej po wyhaftowaniu wyprułam i zamieniałam spokojniejszym kolorem.


Praca na ścianie prezentuje się następujaco


Rama sponiewierana. Co prawda im dłużej na nią patrzę tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że stanowczo za mało. Nad nią jeszcze popracuje. Kolory dla mnie zjawiskowe. Porcelanka jak mi się podobała tak mi się nadal podoba. Bardzo dziękuje Osobie, która podzieliła się wzorem.

Do porcelanki dołączyły wyhaftowane...... niech pomyślę jakieś 15 - 16 lat temu, jak mój Mateusz była mały, obrazki richelieu. Przewieszałam je z miejsca na miejsce. Wyszywałam je z myślą o kuchni i najbardziej tu w niej mi one odpowiadają.




Nadchodzi weekend, mam nadzieję że uda mi się sporo zrobić :))) Nic nie mówię głośno podobnież "jak chcesz rozśmieszyć Pana Boga powiedz mu o swoich planach", nie planuję, co się uda to się uda. 
Na ten nadchodzący weekend mnóstwa słońca, uśmiechu....... i czego tam jeszcze można sobie wymarzyć:))))
                                                                                                           pozdrawiam serdecznie 
                                                                                                                                    Ala


wtorek, 30 września 2014

Różności




 Udało się odnowić szafkę, która swego czasu służyła jako podstawa pod misę i dzban na wodę. Swoje odstała w garażu gdzieś tam, a kolejny rok u mnie. Wyglądała klik mniej więcej tak. A teraz prezentuje się ... pięknie :)



 Dorobiłam jej cokół na dole z listwy przyściennej oraz na górze tzw. "warkocz" - pan w sklepie oświecił, że tak to się nazywa ;)



Z zakupionego elementu ...


... po kilku kombinacjach udało mi się wykonać kopię, którą wkleiłam i szafka przestała mówić " przycupnij na chwilkę" - taką bynajmniej mam nadzieję. Mój Mąż śmiał się, że ona aż prosi aby choć na chwilkę spocząć w drodze do kuchni, też pomysły :)


Z kolejnej fanaberii i nie dlatego, że mam za dużo czasu wręcz przeciwnie, powstała cała otoczka do tablicy.


A powstała z dwóch desek z "podstawy palety", listwy do obramowania obrazów i takiego kawała "czegoś" co mnie skojarzyło się z koroną.


 A tak ćwiczyłam na pile :))) Jak patrze na to zdjęcie to sama się dziwie jak mi się udało



W tak zwanym między czasie powstały dwa pudełka na prezenty w skrajnie różnych klimatach bo i skrajnie różne Solenizantki









A że ostatnio był czas "dla mnie" udało mi się pomalować ............ nie przyznam się po JAKIM czasie, ramę do wyhaftowanej przez moja Mamę:


A na zdjęcie załapał się, wyciągnięty z jakiegoś wiaderka z przeznaczeniem wiadomo jakim



Nie mogłam się oprzeć........ Jedynie denerwuje mnie ten drut ale nie umie niczego z tym zrobić a nie znalazłam nikogo kto podjął by się naprawy.

A z trafień ryneczkowych cynowe coś



i kabaret zniszczony ale tak jakoś wpadł mi w oko mimo, że lata świetności ma już za sobą



Świecznik na dodatek z zielenią, nie szło przejść obojętnie:)))


A na sam koniec trzeplo mnie ostatnio na tace a tu efekt


pozdrawiam
Ala

piątek, 17 stycznia 2014

Okna



A właśnie ……… ja jakoś tak je lubię, a nawet bardzo lubię. To tak można powiedzieć, że mój „konik”. Coś tam przy nich wiecznie kombinuję. W sumie to większość z materiałowych zasobów, o ile nie całość mam z  SH , w których raczej omijam ciuchy ale nigdy stosów z materiałami). Chociaż ostatnimi czasy można właśnie w SH, bynajmniej u nas, kupić takie różności jak na rynkach ze starociami. Co mnie osobiście bardzo cieszy.

Wracając do tych okien to brnę w zazdrostki do kuchni. Okno w kuchni bez nich jakoś tak nie bardzo. Będąc dawno temu w Niemczech spacerując po osiedlu z domkami wpadły mi w oko o takie cudeńka



Co prawda długo szukałam wzoru aby wyhaftować ale w końcu mam. To "w końcu" co prawda jest od dłuższego czasu, ale nadal cieszy. Haftowałam je samiuteńka z wyliczonymi kwiatkami dziennie aby zdążyć na ……… M urodziny. Plan zrealizowany.
Zanim jednak miałam te wymarzone dostałam takie

 



i byłam nimi zachwycona i nadal jestem. Wisiały oczywiście w kuchni w starym mieszkaniu. Niestety do mojego domu już nie bardzo (okno dzielone na połowę a w starym mieszkaniu 1/3 do 2/3). Znalazły więc miejsce na drzwiach w łazience. Grzech trzymać w szafie. Wzór odrysowany i jedna wyhaftowana ale z tą drugą to mam wiecznie pod górkę:))

W pokoju tzw dużym udało mi się zakupić w zeszłym roku za całe 2zł/szt zasłony, co strasznie uszczupliło mój budżet rodzinny ;) – 8zł łączny koszt zasłony. Tak szczerze powiedziawszy kupiłam je bo były 4 szt czyli akurat na 2 okna. Duże, ciężkie, na podszewce. Co do wzoru już nie byłam taka przekonana. Wyprałam, wyprasowałam, powiesiłam. Powiedzmy, że już mi się troszeczkę podobały ale nadal zachwycona nimi nie byłam. Ale jak nasze mamy się zaczęły zachwycać moim niekontrolowanym zakupem i je przedłużyłam, aby sięgały podłogi no to wówczas nawet je polubiłam. A wyglądają tak:



Zdjęcie ciemne, idę do pracy jeszcze ciemno wracam już ciemno a w weekend deszcz lał.

Sypialnia odkąd zamieniliśmy pokoje z synem nie za bardzo… nie wiem co. Coś tam próbuje zmienić, zrobić, ……. I dalej to nie to. Na laurach jednak nie spoczęłam. Na zdjęciu zaczęta zabudowa kaloryfera. Rodzi się w bólach. Miejmy nadzieję, że mój M dotrzyma słowa i przytnie mi te boczki, tzn nie mi tylko obudowie:)) Za te "tak w trakcie realizacji" przepraszam, a wracając do tematu…



Więc udanym  trafieniem jest zakupienie na ryneczku dwóch takich cudaczków, które od razu wpadły mi w oko. Ich idealnym zastosowaniem, tak mi się przynajmniej wydawało jest robienie za uchwyty do chwostów. Swoją drogą zakupionych w różnym czasie w SH.

I nadal świątecznie okno mojego syna


 I kolejny bzik tj zawieszki witraże. U Matijasa wisi ten witraż cały rok.
 A w łazience też świątecznie, moje ulubione okno



A poniżej klameczka kupiona i od rączki powieszona, rzadko kiedy tak jest ;). Klamka jedynie wyszorowana a na niej jakieś zardzewiałe coś co wpadło mi w oko. 



I świecznik :)) jakieś szczęście to takich nadszarpniętych miałam. Podoba mi się, a wygląda faktycznie jakby go rdza strasznie pokochała.



I aby nie było, że jeno takie zardzewiałe mi się trafiają to miseczki. Każda kupiona w innym miejscu a do nich drewniany pojemniczek z pokryweczką. Kupiony głównie dlatego, że jest drewniany o i oczywiście przecież się przyda.

 


A już na sam koniec moje olśnienie. Macie czasami, że się tak pałętacie po domu nie wiadomo za czym, nie wiadomo poz co, tzw. szwędacz. Mnie się zdarza, i przy takim pałętaniu dostałam olśnienia. Do szklanego klosza przytargałam z piwnicy dół lampy. Pasuje prawie idealnie. Lampa jakoś tak nie wyglądała najlepiej jakieś takie proporcje miała spaczone, ale drewniana, rozkręcana. Tą górną cześć już wykorzystałam wcześniej. Dół sobie tak stał w piwnicy i czekał i się doczekał. Robi za podstawę.



Pozdrawiam zaglądających w te nasze skromne progi

                                                                       Ala

poniedziałek, 4 lutego 2013

Kuchnia i haft

Fajans z Włocławka zawsze będzie mi się kojarzył z moją mamą. To właśnie ona lat temu .... nie mam nawet pojęcia ile, namiętnie go zbierała.
No i ja się tym zbieractwem zaraziłam. Różni nas tylko kolor, mama niebieski ja brąz, a szczególnie zieleń:))). Pewnie dlatego też zwracam na niego uwagę buszując w sieci.

I tym sposobem  Sylwia z Wietrzynych  pokazując co zrobiła z szufladkami właśnie z Włocławka przypomniała mi, że i ja takowe posiadam .......w piwnicy.
Odnalazłam, wymyłam i ......................... chyba czekałam na WENĘ.   

Przyszła ... ale po czasie.
Mam szafkę niby standardową, wysokość 72 cm szeroka 90 cm, a jednak nie. Tej wielkości co prawda nie widać ale tak coś mi w niej brakowała. Chciałam, aby chociaż odrobinę "trącała myszką" cytując moją przyjaciółkę, tj. aby wyglądała na ciut starszą.
Prezentowała się ni mniej ni więcej tak:


 



Wspomniane szufladki idealnie, taką bynajmniej mam nadzieję, wpasowały się do niej.
 Ze sklejki, która była przeznaczona do palenia zrobiliśmy półeczkę, którą zamocowaliśmy pod wspomnianą szafką. Deseczki ze starych palet, również kupionych do palenia, posłużyły jako przegródki. Wszystko wyszlifowane i przebejcowane na kolor calvados jak meble. Aby wyglądały chociaż trochę "wiekowo" maznęłam je białą i brązową farbą do drewna, no i na koniec szlifowanie. Efekt (jeszcze nie końcowy :) ) był taki jak poniżej:



Aby różnica między szafką a dołączoną częścią nie rzucała się tak w oczy dokleiliśmy frezowaną listewkę:






A oto Nasze wypracowane wspólnie dzieło :)



Teraz się nimi trochę nacieszę, a później przemaluję ... niebieski to stanowczo nie mój kolor;) Przy okazji zamieniłam wystrój pod okapem ... teraz wygląda bardziej klimatycznie. W Pepco zakupiłam żeliwny wieszak, w sumie kupowałam go z myślą o łazience:))), no ale trafił do kuchni w zamian za "pomoce" kuchenne. A oto efekt przed i po:
 







Kolejna cicha inspiracja ze strony mojej Mamy ... prezent od Niej, wyhaftowane butelki z winogronem szt 2., jedna z zieloną a druga z bordową kiścią. Oczywiście swoje odleżały. Nie wpasowały się w standardowe passe-partou, które do nich zakupiłam. Parę przeróbek i wydawało się, że będzie idealnie. Listwy do ramek posiadałam na stanie piwnicy, dokupiłam tylko antyramę dla samego szkła.Wydawało się ... kolejna wizyta na rynku i zmieniła się koncepcja. Na starociach (chyba za mocno powiedziane, góra 5 stanowisk) dostałam 2 rameczki, poniżej na zdjęciu jedna już trochę wyszlifowana.


Kupiłam je tylko dlatego, że są z drewna, wydawały mi się całkiem spore i TYLKO za 5zł. Dopiero w domu doznałam olśnienia. Dokładnie takie jakie potrzebuję do "winogronek" ! Wstępnie planowałam je wyszlifować do surowego drewna i ...... życie po raz kolejny zweryfikowało moje plany ;) Nie wiem czym były pomalowane ale po 2 dniach ciężkiego szlifowania efekt jest taki - a to dopiero jedna. Jak doprowadzę drugą do tego stanu to zostawię je tak:






Jak mówi mój Mąż "nadszarpnięte zębem czasu". Niech i tak będzie:))

I tak zupełnie dzisiaj na koniec ..."veni, vidi, vici" w moim wykonaniu ;) skończyłam, oprawiłam, powiesiłam :)



Pozdrawiam
Ala