środa, 22 czerwca 2016

Kafle nadal, ale ogród ważniejszy

Marzyła mi się zabudowa piekarnika przypominająca piec kaflowy. Taka mała fanaberia :))) Co prawda mój piekarnik nie bardzo się do tego nadawał, ale ........ już go nie ma. Problem rozwiązany. Powstał drugi, taki jaki będzie pasował. Obudowa w każdym bądź razie zrobiona. Szło jak po grudzie, każda warstwa musiała dobrze wyschnąć, aby móc położyć kolejną. Kafle piecowe zakupiłam na olx od przesympatycznej Pani Joasi. Kolor kafli idealnie - w mojej ocenie - wpasował się w klimat kuchni. Brakuje piekarnika, myślę intensywnie jaki? Na pewno retro ale czarny czy biały tzn. raczej ecru, na biały to mi nie wygląda.

Zabudowa jeszcze z piekarnikiem miała się następująco


Oprócz zakupionych kafli wykorzystaliśmy jako cokół wcześniej pokazywane kafle uprzątnięte swego czasu z przed sklepu. Chciałabym jeszcze reling - nawet mam ale nie pamiętam gdzie upchałam mocowania...... Przypomina piec? Mam nadzieję, że owszem.
W trakcie budowy:



Takie pobojowisko, że szkoda gadać. I jak tu mieszkać ? :)))
Daliśmy radę .........

Cała reszta prac domowych czeka........na jesień. W tej chwili ogród jest priorytetem - jak ja nie lubię tego słowa. Pracy jest mnóstwo. Tak wygląda efekt cięcia


Generalnie praktycznie wszystko co kwalifikowało się do cięcia jest już przycięte. W sumie to zaczynam drugą turę. Lenistwo jednak nie popłaca, nie CHCIAŁO mi się wyciągać drabiny i jest efekt. Szmaragda ciachałam przed domem. Może z dwa metry wysokości ma. W sumie to mi tylko ciut brakowało aby dojść do samego wierzchołka z tym cięciem. Taborecik ogrodowy wystarczył........by gdyby się nie połamał pode mną..... Leżałam jak długa na kamieniach między iglakami. Czuję do dzisiaj....... Cóż gdyby głupota miała skrzydła, a na lenistwo lekarstwo byłoby.......
Ale to ku przestrodze !
Wracając do ogrodu, my w sumie siedzimy w nim całe lato. W tym roku wyjątkowo dużo.....może dlatego, że M ma swój warzywniak ;).
Zapraszam na spacer po nim

Lilie po prostu uwielbiam.


Kwitną po kolei



Akant ma rekordową liczbę kwiatów, chyba zasługa nawozu


Clematisy u mnie nie bardzo rosną z małym wyjątkiem
 

i drugi wyjątek


Różne tawuły, jedne cięte inne nie koniecznie ale chyba lepiej ciąć.






Wszystko co ma ciemne liście to jak najbardziej coś w moim stylu i coś co uwielbiam. Klon cięty BARDZO mocno. Może późno zaczęłam, ale po malutku dochodzę to tego co chciałabym osiągnąć. Ten fragment tak już, już zaczyna być, wyglądać jak bym sobie życzyła....wersja na dzisiaj :)))

 
Miniaturowe parzydło, berberys też malutki ... powinien być u mnie jakoś tak większy. A w tle miłorząb.


Miłorząb kocham za  te cudowne liście.



I panosząca się tojeść, wlezie wszędzie





Macie wiązówkę? Nie? Polecam, ma tak piękne, delikatne kwiaty. Nie można przejść kolo nich obojętnie. Szkoda, że nie mam jak Wam przekazać tej delikatności.


 A tu wiąz, super mocno przycięty. Naprawiane, to co nie było zrobione po wsadzeniu tj. brak cięcia. W sumie można nic nie robić ale jeśli chce się "panować" nad roślinami no może tak trochę to cięcie obowiązkowe. Zacieniało wszytko dookoła, łącznie z sobą przez co tracił liście. Zaczynał wyglądać nieciekawie. I na dodatek leniwiec się zrobił, kładł na wszytko dookoła. Męska decyzja TNIJ. Ja nie M, takie grube konary to bym chyba do następnej wiosny cięła.  Mnie zaskoczyło jak drzewo sobie radzi, rewelacyjnie


Gdyby Ktoś miał wątpliwości, absolutnie nie żałuje decyzji.

Zadomowione kamyczki - koloski.


Róże, jakoś nie miałam do nich ostatnio serca. Nie rosły, ulubiona wymarzła. Musiałam sobie sama dać kopniaka ..... W tym roku postanowienie biorę się ostro za te co zostały. W zasadzie wystarczył nawóz. Nie jakiś specjalny. Używam florowit do kwitnących i podlewam nim wszystkie byliny, które sobie nie bardzo radzą lub te, które po prostu tego potrzebują, aby sobie u mnie poradzić. Efekt mnie zaskoczył. Róża, którą mam od samego początku tj. 13 lat tyle kwiatów ile ma w tej chwili nie miała nigdy.


I kolejna po przesadzeniu w końcu kwitnie na potęgę.


Nie wiem czy przypadek czy zbieg okoliczności, ale udało mi się zakupić róże taką jaka mi jakiś czas temu zmarzła. Miała jeden kwiat reszta pączki. Tak się cieszyłam, że nie zdążyłam zrobić zdjęcia.
Za tą nie przepadałam, kolor stanowczo nie mój. Co roku udowadniała mi, powtarzającym kwitnieniem, że warta jest zachodu. Rośnie w silnej komitywie ze świecznicą i muszę przyznać, ładnie wyglądają razem. Świecznica przestaje kwitnąć a zaczyna zawilec.


Liście zawilca są zjawiskowe.


A koło nich hortensja dębolistna. Coś mi ostatnio choruje, co nie przeszkada jej w kwitnięciu.




A propos świecznicy jest i taka w moich kolorach


Dużo wolniej rośnie,  aniżeli ta z zielonymi liśćmi ale jest cudowna.

Leczę się z hortensji ogrodowej. Czy z takiego duetu można się wyleczyć? Funkia to mój nowy nabytek, wspominałam, te uszy nie powiem jakie


Paprocie lubicie? Nie rozłazi się po ogrodzie, bo ja tego nie lubię i nie koniecznie wygląda jak paproć.


A bluszcze?


A berberys?


:))) i żylistek, za chwilkę już po kwiatach.

 
A tu postawiłam buciki kupione swego czasu na ryneczku :))) Lawenda kwitnie na potęgę, a bratki to samosiejki z ubiegłorocznych donic.


Fajne te szyszki, prawda?


Trochę poleciałam ? ;))))

pozdrawiam ogrodowo

wtorek, 31 maja 2016

Konsekwencja w działaniu

rzecz ważna prawda ? :))) Rozbabrać 5 tysięcy rzeczy i żadnej nie skończyć ...... nie bardzo. No może jeśli chodzi o dom i ogród to tak nie do końca bym tej konsekwencji się trzymała, a w zasadzie rozdzieliła ją na te dwa "obszary" mojego działania.
W końcu jakoś się sama przed sobą muszę wytłumaczyć :))))

Gdyby do tego doba miała ciut więcej niż ma......... to pewnie też bym nie nadążyła.

Kuchnia dalej się kończy, wolno idzie ale idzie. Podoba mi się coraz bardziej (skromnością nie grzeszę). Jeden wielki remont mam za sobą łącznie z przewracaniem ścian, teraz jestem ostrożniejsza i dokładnie wszytko analizuje w tą i z powrotem. 
Zabudowa zlewu to ogromna zbieranina cudaków. Niektóre leżały i czekała na wenę inne wpadły nagle. Rezultatem jest zlew zabudowany, stanowczo mało standardowo, ale po mojemu. Brakuje mu jedynie frontu. Może i byłby gdybym nie wpadła na kolejnego pomysła typu "a może szufladę sklecimy :))) ?" - pytanie do mojego M.  Na chwile obecną aby rury odpływowe, wątpliwej urody nie dawały po oczach zawiesiłam ......... podarowany zresztą, ręcznik kuchenny.

Zanim jednak mojego cudaka pokażę, przedstawiam szafkę na talerze.


Za nią powieszona moja krata na zioła. No może raczej na filiżanki tudzież inne ustrojstwa. W miejscu gdzie teraz kalendarz i mydelniczka wisi będzie półka. Dostałam ją w prezencie i kończę szlifować. A co mam wywiercone to już mam :)))


Moja wersja zabudowy, no może bardziej obudowy zlewu.


Detale, jakie dodałam: główny to bez wątpienia stary kafel piecowy. Jedyne co jest nowe to zakupione koperty. Chyba skłaniam się, aby jeszcze dodać na dole koperty. Listeweczki z odzysku lub pozostałości z wcześniej kleconych rzeczy. Pilastry kupione kiedyś tam na allegro, szt. 3  w tym dwa wykorzystane w tej zabudowie.


Wykończeń dolnej części naoglądałam się ooo i jeszcze więcej. Coś mi jeszcze brakuje .......


Maluję, wycieram kafelki, które przy okazji pomaluję i maluję od nowa. Głupiego robota. Pomalowałam i zostawiła, aż wyschnie. Dopiero posprzątam kafle.
Szafka na talerze w trakcie klecenia.



Dwa drewniane elementy kupione jakoś tak niedawno. Jestem ciekawa od czego ...... nigdy się nie dowiem a szkoda.



 Szyldy porcelanowe to bez wątpienia moja słabość, szczególnie jak nie są niebieskie, jakieś skaranie boskie z tym kolorem ;) Firmę Koplan znalazłam zupełnie przypadkiem przeglądając coś w necie we wrześniu. Wysłałam maila bez większej nadziei, że są, że dostanę, takie jak mnie interesują i w cenie, która nie powali mnie na nogi. Na mojego maila odpisała Pani Monika - pozdrawiam serdecznie :) I mam, takie jak chciałam, w kolorze o jaki mi chodziło, w formie trącającej "myszką". Te z prawej strony były dostępne od ręki, natomiast te z lewej, przyszły wczoraj i są zarobione na moją prośbę. Zamówienie jak widać niewielkie tym bardziej mnie cieszy, że Firma je zrealizowała.


To zdjęcie jest od Pani Moniki


A w prezencie od Firmy 


Prawda, że bajka :) Przesyłka przyszła na adres do pracy. Porcelanowy upominek postawiłam na biurko...... wychodząc zabrałam do domu. Co przechodzę koło niego mam uśmiech na twarzy :))))
Na szyldy mam już pomysł, czas ....... z tym czasem gorzej.

Mój zakup ryneczkowy, tak mi się podobał ale był stanowczo za drogi. Miesiąc kręciłam się koło niego. Jak się zdecydowałam już nie było. Zapytałam, a Pan mi, że jest ale nie zabrał. Przywiózł mi na kolejny ryneczek i sprzedał znacznie taniej niż pierwotnie chciał - bez targowania. To taki mój prezencik na święta, ubiegłe grudniowe.

 

Mój czas dzielę między domem, a ogrodem. W ogrodzie jest mnóstwo pracy. Mało tego takiej, którą nie można, no może nie powinno się odkładać. U nas głównie cięcie i pielenie. Generalnie mój błąd to pozostawienie aby wszytko sobie rosło........ i rosło. Efekt to ten busz nie do końca taki jak bym sobie życzyła. Zmieniam, przesadzam i zmieniam, tnę i zastanawiam się czy uratuję czy nie za mocno, czy odrośnie. Tym sposobem kolkwicja przycięta w ubiegłym roku nie kwitła, ale to pikuś już myślałam, że się z nią pożegnam. Odrasta, hura :))) W tym roku opędzlowałam berberysa. Cóż  ....... wydawało się, że kolkwicje cięłam w ubiegłym roku, niby jakiś obraz mam. Guzik z pętelką. Znowu serce na ramieniu. Cięłam w miarę szybko, było zimno. I stała w miejscu z kilkoma "suchymi" badylami. Sama siebie w głowę pukałam, durna masz co chciałaś. Odmładzać mi się zachciało. W ogrodzie cierpliwość to cecha bardzo, ale to bardzo potrzebna, rozsądek również. Berberys, dodam z ciemnymi liśćmi odrasta rewelacyjnie. Te deszcze ostatnie i ciepło ewidentnie widać.  Jak ciachałam do ciachałam. Przed domem tragedia, mówię do siebie wykaż się cierpliwością. Wygląda jak wygląda ale cóż na efekt trzeba poczekać.



Bukszpany wyhodowane od takich maleńkich. Moje oczko w głowie.



Czosnek ozdobny i żółte liliowce.



Bratki, chyba w tym kolorze lubię najbardziej.



 Krzewuszka, jedyna jaka w tym roku kwitnie. Tylko ta nie przemarzł.


 Mak bylinowy co roku piękniejszy.


Na łubiny zachorowałam w ubiegłym roku. Miał być biały, śliwkowy i różowy. Biały jest różowy wybielił się a śliwkowy jakby z lekka fioletowy.


 Mój busz. Conica przycięte i ten z prawej stracił "czubek" - usechł. Już pryskałam. A tak się cieszyłam, że moje nie chorują.



 Pęcherznica tylko jasna kwitnie, ciemna przymarzła.



Doszłam do wniosku, że tych host to trochę mam. Różnej maści i wielkości. Oglądam zdjęcia i przypomniało mi się, ze mam jeszcze dwie + trzecia świeżutki nabytek miniaturowa.












 Właśnie znowu leje i dobrze. Podlewać nie będę może mi nerwy na te nornice przejdą. Nie będę widziała gdzie znowu poryły.

Pozdrawiam cieplutko
Ala

PS. Następnym razem kafle piecowe....... w połączeniu z piekarnikiem.