piątek, 7 sierpnia 2015

Lustro....... i ogród

Lustro zrobione jakieś 15 lat temu przez znajomego stolarza. Wzorem był wydrukowany pulpit mojej koleżanki z pracy :))). Byłam cała szczęśliwa. Zrobił samemu dobierając proporcje - swoją drogą idealne, wówczas w idealnym kolorze. 15 lat to kawał czasu, gusta się zmieniają albo i nie, a może czasami trzeba coś po prostu zmienić. A może bardziej zająć sobie czymś ręce :))) czekając aż zabudowa w sypalni w końcu będzie skończona co by zabrać się za tapetę. W każdym bądź razie lustro wyglądało...... skromniej.

 


W nowej odsłonie ma się następująco


Oprócz zmiany koloru dokleiłam do ramy lustra kilka pierdółek. Kusi mnie jeszcze pozłocić ale tak tylko odrobinkę złotą folią.


Do stojaka na lustro dodałam odlane elementy jak przy baldachimie oraz zakupione końcówki, chyba lampy. Były jak na mój gust za bardzo delikatne a w zasadzie za krótkie, przedłużone o coś co nie mam nawet bladego pojęcia czym i do czego służyło. No i tak mi odpowiada w zupełności.




Nadal jestem w trakcie kończenia sypialni co by nie było. Jednak zważywszy, że była na urlopie Siorka przygotowałam Jej świeczniki. Czekały na Nią już jakiś czas, musiała wybrać kolor. Skoro zabrała je do Irlandii to śmiem twierdzić, że się podobały. Z tego co wiem zabrała wszytko co Jej przygotowałam więc tym bardziej się cieszę :) Swoją drogą mi osobiście bardzo się podobały (skromnością nie grzeszę ;) ) dostałam zielone światło aby pomalować tak ja ja uważam :))) więc poszalałam.


Przy okazji skleciłam i coś sobie. Z dwóch maluchów i dwóch kawałków czegoś powstały dwa smukłe, wysokie, idealnie wpasowane w kominek świeczniki.






I mój zakup z wczorajszego ryneczku


Jeszcze przed obietnica daną sobie - sypialnia, obiecałam przygotować na prezent skrzynkę dla dziewczynki na urodziny w lipcu. Miała być delikatna. W mojej ocenie jedna z najładniejszych jakie robiłam.


A kolejna do dodatek do prezentu dla mojej ukochanej Duszyczki. Poznałyśmy się w ogólniaku, strasznie dawno temu. I znowu mogłam poszaleć - Jej kolory to moje kolory - chyba to ten rocznik :))) Jej marzeniem była forma do tarty :))) też dostała. Jestem ciekawa kiedy ta tarta będzie?



I trochę a może więcej niż trochę ogrodu.

Jedna z moich ulubionych bylin akant, w tym roku mój liczy aż 7 kwiatów słusznych rozmiarów.


Lilie zawsze i wszędzie


Moja faworytka 


Te pięknie pachną




Kolejna faworytka


Ciemny berberys i żółte kwiaty liliowca czy można przejść obojętnie?



Co by nie było, wszytko co ma kwiaty lub liście ciemne na bank będzie mi się podobać.



Mój dereń słusznych rozmiarów.


Kolejny kolos mikołajek, w tym roku pamiętałam i nie wypieliłam go :)))


 Liliowce też w całej okazałości. Ten ma ciemny kolor, tu jakoś jasno wyszedł


Hortensje kolejne faworytki




A tej w tym roku się udało. Ani zima nie zmroziła pąków ani Saruni nie udało się połamać co prawda jeden kwiat ale jest.


Przyleciał z ryneczku :))


Przed domem żurawka zachwyca. Oczywiście ciemne liście, im mniej wody tym ładniejsza. Hortensje ogrodowy zakupione za 15 zł w biedronce mają się znakomicie. Przekwitłe kwiatostany obcinam, wydaje mi się, że mają więcej nowych kwiatów.




Wytrwałym dziękuje.
pozdrawiam serdecznie

piątek, 10 lipca 2015

Wywiązuje się z obietnicy

Czyli nadal sypialnia.Cóż jak pada i niech pada to nawet nie mam wyrzutów sumienia, że nie siedzę w ogrodzie. 

Co ja tu będę pisać i opowiadać. Projekt łóżko zakończony, chociaż gdybym znalazła jeszcze coś co by mi jakoś pasowało to nie wiem czy nie skuszę się. Powstawało etapami, zaczynam wchodzić w jakieś standardy :))), coś dostaliśmy wiadomo do czego, a wpasowało się, to prace posuwały się do przodu.Gdy nic ciekawego nie nasunęło się - staliśmy w miejscu. Efekt końcowy jest jak na załączonej fotce (cień z prawe strony to drzwi)


 




Środek to drzwi od jakiejś szafy, podobały mi się te delikatne wykończenia. Boki to słupki z altany od rodziców wykończone u dołu wyciętymi z innych drzwi kolejnej szafy zaokrągleniami.



Na nie przykleiłam dekory, takie jak na baldachimie.


Słupki wieńczą zakupione, i tylko to jest nowe, zakończenia używane przy wykończeniach schodów.


Na słupki naklejone kolejne dekory oraz drewniany guzik- jeszcze on jest nowy.

Całość po skleceniu i dodaniu końcówki listwy przypodłogowej wyglądała jak niżej

 

Ciężkie jak smok ;) Kolor jak baldachim i nogi toaletki. Czyli do zdarcia tapety zbliżam się coraz bardziej. Dalej bujam się z sypialnią i w kolejnym poście pokażę lustro, no może uda mi się skończyć prezent dla Męża.

 Choć odrobinkę ogrodu

Róża jest bajeczna i ze względu na sam kwiat - pełny i zapach taki typowo różany, cudny. Mogę stać przy niej godzinami.


Lawenda im mniej podlewana tym ładniejsza. A wystarczyło odrobinkę poczytać i skończyły się z nią problemy.

Lilie już zaczynają kwitnąć. Kwiaty, które uwielbiam i mam ich mnóstwo.


Te akurat jeszcze są w pąkach ale nie mogłam ich pominąć.
 
Moje faworytki
 

 Lilie, kwiaty jednego dnia ale co tam chociaż jeden dzień.



A tej naparstnicy nie mogę się oprzeć, wysiała się sama i jeno jedna biała. Mam nadzieję, że będzie ich  więcej.


Dziękuje za wszystkie komentarze, bardzo miłe i ciepłe.
pozdrawiam serdecznie
Ala

poniedziałek, 29 czerwca 2015

Baldachim

Zaczynam lubić moją sypialnie. Odkąd moi panowie wymyślili zamianę pokoi, a ja jakoś chyba bez zastanowienia się zgodziłam, wiecznie coś mi nie leżało. Nadal moim ulubionym pokojem jest obecnie królestwo Matijasa, a kiedyś nasza sypialnia. 
Marudzenia i baręczenia nie zniosę, ode mnie raczej takich oznak rozpaczania też się nie zazna. Życie jest za krótkie, aby marnować na pierdoły. A co sypialnia nie odpowiadała to nie odpowiadała :)))) 
Na moje nieszczęście momencik po wyremontowaniu zalało nam sufit, dodam, że tylko w sypialni, a chwilkę później drugi raz i trzeci. Należy podkreślić nic z tym nie miałam wspólnego. Cóż mogę zerwać tapetę HURA HURA ...... wracam do bieli. Tej, którą SAMA wybrałam i SAMA kupiłam i razem z M położyłam nie cierpię. Zanim ją jednak ściągnę, narobię bałaganu, przygotuje wszystko co bym w tej sypialni widziała. Moje postanowienie nie rozpocznę nic nowego zanim jej nie skończę, nadmienię, że obietnicy jak na razie dotrzymuję. Oczywiście są wyjątki jak ogród :)
Jak moja Połówka wyjeżdża na szkolenia, mimo że mam więcej pracy, do głowy wpada mi mnóstwo pomysłów. Piwnica kryła jeszcze do niedawna takie pokłady materiałów do wykorzystania ....... W tej chwili, a w zasadzie odkąd zaczęłam się bawić w przerabianie cudów wianków, już znam jej zasoby więc nie muszę siedzieć tyle w piwnicy :))) Na pomysł z baldachimem wpadłam daaaaawno temu. Właśnie w trakcie jednego ze szkoleń M znalazłam coś takiego jak tutaj bez nóg. Sam baldachim powstawał etapami, bo i mnie się klarował jego wygląd, a jego wygląd się klarował w zależności od zdobytych tudzież pozyskanych w inny sposób elementów składowych. Pierwsza odsłona:


 Oczywiście musiałam sprawdzić jak będzie z materiałem.




Jak widać zagłówek jeszcze jasny ale listwa górna zakupiona i przymocowana. Wieszaki jakie leżą na górze służyły do podtrzymania materiału. Nie sprawdziły się, wychodziły ze ściany. Wymyśliłam coś innego .......      z czasem.......................... a w zasadzie po znalezieniu dwóch świeczników.


Po dodaniu małych kul zakupionych na allegro ich przeznaczenie zmieniło się drastycznie, bo kto by pomyślał o świeczniku patrząc na :


Kolejnym etapem było przyklejenie list tzw. warkoczy:


I już było lepiej :) Dodaliśmy też mocowania do rurek od karnisza, które powstały z przecięcia tzw. "C" - elementów kutych do ogrodzeń.

I jeszcze na różek może mały dekor.

Po każdej nowej rzeczy jaką dodawałam byłam rzecz jasna bardziej zadowolona :) Co absolutnie nie powstrzymało mnie przed wymyślaniem następnych :) Bardzo proszę bez tego współczucia dla mojego M. ;)


I co nie lepiej z tą koroną? Wykonana w całości domowym sposobem, kawałek deski, moja ulubiona listwa, środek to pilaster jaki kupiłam łącznie z elementami wykorzystanymi do szafki na jajka - pisałam o tym tutaj. Na koronę wpadłam przypadkiem na allegro szukając pomysłu na szafę. Była bardzo podobna do mojej bo i na niej się wzorowałam. Delikatna, ale mająca to coś w sobie i  ....... stanowczo za droga. Przeanalizowałam co mam, co jestem w stanie zrobić, ILE zaoszczędzić - decyzja robię sama. Sytuacja zaczęła się klarować. Trochę trzeba było poprzymierzać, sprawdzić czy to to, czy pasuje.





Mały przerywnik - kinkiety, stare, drewniane dla mnie cudowne. Ich uroda przysłoniła racjonale myślenie ;) Były popękane. Próby klejenia spełzły na niczym. Zaczynałam się zastanawiać na wycięciem po jednym ramieniu, w jednym kinkiecie pęknięte było prawe ramię, a w drugim lewe. Na pomoc przyszedł Sąsiad. Nie wnikam jak naprawił, trzyma się, a mnie nic więcej do szczęścia nie potrzebne. Tak wyglądały, zdjęcie z allegro.
 

Mój zdolny Sąsiad zrobił mi foremkę do dekoru jaki miałam na rogach. Trzeba było wykorzystać i z dekorami poszłam na całość. Jak go ZNOWU ściągniemy przed zrywaniem tapet to trochę jeszcze poprawię malowanie bo z gazetami i foliami rozłożonymi po całym łóżku i rękami do góry kiepściutko się maluje.



Do kinkietów oprócz obrobienia, sklejenia, wyszorowania i ociupinki koloru, aby nie było widać naprawy,  jedynie dodałam ramy. 

Baldachim i cała otoczka wygląda tak: :)))


Na łepetyny jeszcze nie spadł. Materiał, z którego uszyłam boki jest bardzo delikatny i nadal mi się podoba chociaż korci mnie coś innego. Pewnie to tylko kwestia czasu jak zrealizuje swój pomysł. Powstrzymuje mnie maszyna bo ja chyba jednak nie lubię szyć. Zmiana bez wątpienia zgodnie z obietnicą jaką dałam sobie ograniczona byłaby do sypialni ale ta maszyna....... jeszcze pomyślę.

Następnym razem drzwi od szafy, które w niczym już nie przypominają ani szafy ani drzwi.
pozdrawiam serdecznie
Ala